Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Dzięki nim możemy indywidualnie dostosować stronę do twoich potrzeb. Każdy może zaakceptować pliki cookies albo ma możliwość wyłączenia ich w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje. 

Totisy w Serbii, czyli “druzimo se i plivamo”

relacja z pobytu - Belgrad, Nowy Sad, 31.05-4.06.2024 r. 

W dniach 30.05-4.06 br. 8 świebodzińskich pływaków wraz z 2 opiekunami przebywało w Serbii. Celami wyjazdu były wymiana doświadczeń, nawiązanie kontaktów, przyjaźni i współpracy pomiędzy grupą młodzieży i trenerów naszej sekcji pływackiej a uczestnikami międzynarodowych zawodów pływackich pn. Serbia Open, 31.05-2.06.2024 r. W aspekcie sportowym liczyliśmy na rekordy życiowe i zaciętą rywalizację z zagranicznymi sportowcami. Nie obyło się bez “przygód” ale też i pozytywnych zaskoczeń, o czym w dalszej części relacji.

Realizacja projektu pn. “Rywale na pływalni, poza nią partnerzy - sportowa współpraca z Serbią na rzecz integracji europejskiej” była możliwa przede wszystkim dzięki środkom pozyskanym w trybie pozakonkursowym (tzw. mały grant) w wysokości 7500 zł. Ocena merytoryczna zadania należała do Biura Współpracy Zagranicznej i Europejskiej Współpracy Terytorialnej Urzędu Marszałkowskiego Województwa Lubuskiego w Zielonej Górze. 

 

1 CEL – rywalizacja sportowa 

Wylot z Wrocławia do Belgradu był zaplanowany na wczesny wieczór 30 maja. Kolejnego dnia rano miały się odbyć eliminacje. Już po odprawie, gdy czekaliśmy na “bording” przy “gejcie” przyszła wiadomość, że dziś nie polecimy. No cóż, siła wyższa. Trzeba było szybko pogodzić się z tym, że ominą nas najważniejsze konkurencje, do których najpilniej się przykładaliśmy tj. 50 m styl dowolny i 100 m styl motylkowy. Z lotniska udaliśmy się do hotelu, aby po krótkim śnie znowu stawić się na lotnisku. Tuż po 5ej rano wystartowaliśmy, a po 5 godzinnej przesiadce w Warszawie, w końcu znaleźliśmy się w samolocie, który zabrał nas do Belgradu. Pierwsze wrażenia z przejazdu taksówką z lotniska do miejsca zakwaterowania: wszędzie mnóstwo serbskich flag, tak jakby obchodzono właśnie jakieś ważne święto państwowe. Od Pana kierowcy dowiedzieliśmy się, że miasto jest tak na co dzień wystrojone. W apartamentach zameldowaliśmy się około 15ej. Odpoczynku po podróży było niewiele, o godzinie 17ej rozpoczęliśmy rozpływanie przed sesją finałową pierwszego dnia zawodów. Okropnie zmęczeni postanowiliśmy jednak wystartować w sztafecie 4 razy 100 m stylem dowolnym w składzie Daniel Chamera (58.85s - blisko rekordu życiowego [rż]), Amadeusz Prządka (1:03.17 - rż), Kamil Wawrzyniak (1:05.00) i Mateusz Wojciechowski (59.69s - rż). 

Kolejny poranek przyniósł rekordy życiowe uzyskane przez: Oliwiera Stochela (ur. 2011) na 50 m stylem klasycznym (39.88s, poprzednio 40.92s), Mateusza Wojciechowskiego (ur. 2007) na 100 m stylem dowolnym (59.89s, wcześniej 59.94s) oraz Franciszka Świtałę (1:01.97 vs. 1:05.06), Amadeusza Prządkę (1:02.95 vs. 1:03.90), Michała Grzesika (1:03.12 vs. 1:05.38) i Ignacego Dziubińskiego (1:05.63 vs. 1:06.92) w tej samej konkurencji co Mateusz. 

Z kolei w ostatnim dniu nasi reprezentanci osiągnęli “życiówki” w następujących konkurencjach (w nawiasie poprzedni rekordowy wynik): 50 m stylem motylkowym - Mateusz Wojciechowski 28.80s (28.94s), Michał Grzesik 29.82s (30.92s), Franciszek Świtała 29.72s (29.81s), Amadeusz Prządka 30.76s (31.41s), 100 m stylem klasycznym - Kamil Wawrzyniak 1:19.63 (1:19.74), 50 m stylem grzbietowym - Ignacy Dziubiński 35.08s (35.88s) i 200 m stylem dowolnym - Mateusz Wojciechowski napływał 2:11.51 (2:14.55) i jako pierwszy rezerwowy do ostatniej chwili czekał na miejsce w wyścigu finałowym. Niestety wszyscy zakwalifikowani do sesji wieczornej stawili się na swój bieg. Na zakończenie mistrzostw nasi wystąpili w 2 sztafetach 4 razy 100 m stylem zmiennym. Na swoich zmianach uzyskali wartościowe rezultaty. I tak: Ignacy Dziubiński setkę kraulem popłynął w czasie 1:02.57 (ponad 3 s lepiej od życiówki), Franciszek Świtała zanotował 1:06 na zmianie motylkowej (4 sekundy od “życia”), pozostali również poniżej rekordów życiowych. Nie po raz pierwszy okazało się, że rywalizacja sztafetowa potrafi wyzwolić ukryte arsenały energii. 

Wszystkie wyniki dostępne są na swimrankings.net.  

2 CEL - wymiana doświadczeń, nawiązanie kontaktów i przyjaźni

Na basenie zaaranżowaliśmy miejsce ekspozycyjne z wywieszonym transparentem z logo województwa lubuskiego, które stało się przestrzenią do budowania sieci kontaktów, wzajemnego poznawania się i dzielenia się doświadczeniami. Na części transparentu umieściliśmy zarys granic Polski z zaznaczonym województwem lubuskim i lokalizacją Świebodzina oraz zarys granic Serbii. Na mapie Serbii, w miejscu pochodzenia, uczestnicy zawodów składali swoje autografy. Nie lada wyzwaniem była dokładna lokalizacja swojego miejsca zamieszkania, nie raz i nie dwa na pomoc wzywano “wujka Gugla”.

 

Przy okazji dowiedzieliśmy się nie tylko o najważniejszych bitwach jakie stoczyli Serbowie na przestrzeni wieków, ale i o interesujących przyrodniczo terenach, które koniecznie musimy w przyszłości odwiedzić. Na kontach społecznościowych naszych zawodników pojawiło się wielu nowych znajomych z całej Serbii, część z nich ponownie będą mieli okazję spotkać w realu już w lipcu podczas Otwartych Mistrzostw Czarnogóry. 

Podczas 3 dni zawodów nasi pływacy zapraszali zawodników z innych państw do wzięcia udziału w quizie, za co nagradzali gadżetami z logo województwa lubuskiego tj. czepkami, workami sportowymi, ręcznikami oraz wręczali foldery i albumy informacyjno-promocyjne województwa lubuskiego. Nie zabrakło także toreb z logo Łagowa i drobnych upominków z Zamku Joannitów. W quizie wziął między innymi najbardziej utytułowany w ostatnich 10 latach serbski pływak Velimir Stjepanovic. 

Część gadżetów była przeznaczona na wymianę, a rzeczą najbardziej pożądaną były czepki klubowe i reprezentacyjne, najcenniejsze te z olimpijskimi kółkami. 

Zawody były też okazją do spotkań z trenerami z innych klubów. Rozmawialiśmy o nowych technologiach w sporcie, o strukturze klubów, kryteriach naboru i generalnie o systemie upowszechniania pływania. Wielu trenerów szukało dobrego mityngu na przełomie października i listopada na krótkim basenie, gdyż w tym okresie nie odbywają się żadne stojące na wysokim poziomie zawody na Bałkanach. I tu przyszliśmy z pomocą - przekazaliśmy informację o Memoriale Marka Petrusewicza we Wrocławiu, którego formuła jest na tyle atrakcyjna, że przyciąga najlepszych pływaków z całego świata. Oczywiście zaprosiliśmy i na nasze Otwarte Mistrzostwa Województwa Lubuskiego w Drzonkowie oraz przedstawiliśmy ofertę hotelową i sportową WOSiR-u. Pokazaliśmy gdzie na co dzień trenujemy i jaki widok mamy za oknem. Świebodziński basen znajduje się naprzeciwko największego na świecie Pomnika Chrystusa Króla. Do ilustracji jego położenia posłużyła grafika z ręcznika kąpielowego. 

W drugim dniu zawodów spotkaliśmy się w porze obiadowej w pobliskiej restauracji z głównym trenerem klubu pływackiego z Nowego Sadu Djordje Agbabą. Omówiliśmy pokrótce harmonogram poniedziałkowej wizyty w Nowym Sadzie. Trener Djordje opowiedział o przygotowaniach swojego najlepszego obecnie zawodnika Justina Cvetkova (niespełna 17-letni) do startu w Mistrzostwach Europy i Igrzyskach Olimpijskich. 

3 CEL - wizyta w Nowym Sadzie 

Skoro świt wsiedliśmy do pociągu, którym dojechaliśmy do stolicy Autonomicznej Prowincji Wojwodina - Nowego Sadu. Równo o 7:30 rozpoczął się trening, który poprowadził Djordje Akbaba. Ciekawostką dla nas, ale i wskazówką na przyszłość, było to, że w klubie nowosadskim rozpływanie jest w płetwach. Według trenera Djordje chroni to obręcz barkową przed urazem. Razem na torze pływaliśmy m.in. z Nikolą Ratkovem, który już za 2 tygodnie popłynie w Mistrzostwach Europy na 400 m stylem dowolnym. 

Tuż po treningu Kamil Wawrzyniak dmuchał świeczki na torcie z okazji swoich 16-tych urodzin. Mała uroczystość odbyła się w siedzibie klubu pływackiego Nowy Sad a Kamil zasiadł na honorowym miejscu prezesa klubu. Wszyscy otrzymaliśmy pamiątkowe czepki z logo nowosadskiego klubu. 

W samo południe gościli nas przedstawiciele Prowincji Autonomicznej Wojwodiny tj. Pan Laslo Kormanjos Zastępca Sekretarza Prowincjonalnego ds. Sportu i Młodzieży i Pan Aleksandar Rosic Prezes Związku Pływackiego Wojwodiny.Na spotkaniu był obecny również główny trener klubu PK Novi Sad - Djordje Agbaba. Pan Wicesekretarz na początku spotkania zdradził informację, że pochodzi ze wsi Ostojicevo zwanej polską wsią gdzie do tej pory kultywuje się polskie tradycje i mówi się w ojczystym języku. To tu osiedlili się Polacy z emigracji popowstaniowej w XIX wieku. Podzielił się także znajomością kilku polskich zwrotów i autentyczną radością z naszej wizyty. Następnie Pan Rosic zaznajomił nas ze stanem infrastruktury sportowej w Nowym Sadzie i możliwościach uczestnictwa w zawodach odbywających się na obszarze partnerskim oraz zaoferował wsparcie w organizacji wymiany sportowej młodzieży (obozy, zgrupowania). Przedstawił pokrótce historię sportu pływackiego w Wojwodinie i zaprosił do kibicowania lokalnym zawodnikom podczas Mistrzostw Europy. Na koniec wszyscy obecni stanęli do wspólnego zdjęcia.

Po wizycie w urzędzie trener Agbaba zabrał nas na spacer po Petrowaradinskiej Twierdzy, z której to podziwialiśmy przepiękną panoramę Dunaju i Nowego Sadu, a w oddali Fruską Gorę. 

Warto zaznaczyć, że Województwo Lubuskie od czerwca 2018 r. realizuje umowę współpracy z Prowincją Autonomiczną Wojwodiny. Przez region ten przepływają 3 duże rzeki Cisa, Sawa i Dunaj. Krajobraz jest głównie równinny a na miłośników nieco bardziej pofałdowanego terenu czeka, wspomniany wyżej, Park Narodowy Fruska Gora. Pamiętamy jak niejednokrotnie na lekcjach geografii czy historii pojawiło się określenie Wojwodiny jako Spichlerza Europy z uwagi na obecne na tym obszarze bardzo żyzne gleby, co ma sprzyjać dobrym plonom różnych zbóż, kukurydzy i słonecznika. 

4 CEL - zwiedzanie Belgradu 

Wolny czas wypełniliśmy wizytami w Muzeum Wojny na Kalemegdanie i Muzeum Jugosławii a także spacerami po głównym deptaku Belgradu (ul. Kneza Mihaila), Skadarlji czy parku Tasmajdan. Niektórzy z nas wypatrywali na ulicach starych samochodów typu Yugo czy Zastava, których w Belgradzie jest tyle co w Warszawie elektryków. 

We wtorek rano okazało się, że trener zgubił dokumenty i do obiektów, które zwiedziliśmy trzeba było dopisać Ambasadę Rzeczypospolitej Polskiej. Na szczęście lot był zaplanowany na późne popołudnie, więc był czas i na wyrobienie tymczasowego paszportu, i na pyszne lody w Lodziarni “Crna Ovca”. Szczęśliwi, choć zmęczeni, tuż po północy wróciliśmy do Świebodzina.